Zawsze śmiałam się z piosenek o tytułach "Who I am" i tym podobne. Pompatyczne teksty o egzystencji i problemach życiowych wydają się być tylko parodią tego, co w tej kwestii dzieje się w życiu. Bo takie oczywiste pytanie - kim jestem? - choć brzmi banalnie, gdy się nad tym zastanowić, wcale takie nie jest (odpowiedź - człowiekiem - się nie liczy). Ale jeszcze gorszym jest próba odpowiedzi na pytanie - kim chcę być? Jest Nowy Rok, wszyscy postanawiają poprawę i ambitnie mówią, że będą się więcej uczyć tudzież rzucą palenie, niektórzy nawet marzą o pokoju na świecie, ale chodzi o plany bardziej dalekosiężne. Jak można bezproblemowo podjąć decyzję, która pokieruje dalej naszym życiem? Chyba rozumiem ideę totalnej manipulacji ludźmi, a raczej tego, dlaczego niektórzy pozwalają robić z siebie marionetki. Gdy przyjmujesz życie biernie, ktoś mówi ci którędy zmierzać, uważasz za oczywiste, że coś się stało i trzeba iść dalej. Ale gdy zdajesz sobie sprawę, że decyzja była dobrowolna i samodzielna...czasem zaczyna się żałować swoich wyborów. To wyniszczające uczucie popełnienia błędu prowadzi tylko do frustracji, niezadowolenia z życia i niekończących się pytań 'co by było gdyby..?'. Chce się więc za wszelką cenę uniknąć takiej sytuacji. Ale w świecie demokracji nikt nie pokaże nam, którą ścieżką podążać. Z resztą i tak, tego, jaka ona będzie nie da się przewidzieć. Możemy wiedzieć w którą stronę prowadzi, ale czy będzie wyboista, czy zarośnięta, wybrukowana, a może będziemy na tyle sprytni, żeby zbudować sobie prowizoryczną hulajnogę, tego nie wiadomo od razu. Łatwo może się to przeistoczyć w obsesję lub paraliżujący strach, który sprawi, że nie robi się nic.
Można słuchać rad innych, ale w praktyce mąci nam to w głowach, sprawia, że zapominamy czego pragniemy, chcąc stać się kimś ważnym, nikogo nie zawieść. Swoista megalomania jest autodestrukcyjna, bo pojedynczy człowiek nic nie znaczy wobec świata (może poza Janem Pawłem II i Michaelem Jacksonem), choć każde kolejne pokolenie próbuje udowodnić, że jest inaczej. Łasimy się o odrobinę uwagi, chcąc osiągnąć coś lepszego niż inni. Niektórych nie demotywuje nawet to, że zapewne jest gdzieś chiński 10-latek, który robi to lepiej...
Warto cieszyć się drobiazgami, które składają się na nasze życie, ale powinny one ku czemuś prowadzić. Człowiek bez celu jest jak dziecko we mgle. Ale jako że beztroski jak dziecko nie jest, ogromnie się tym przejmuje. Powołania nie można sobie wymyślić, trzeba je czuć. Jakże spokojni są ludzie pewni tego, czego chcą. A może ja też to wiem, tylko nie chcę się przyznać, z obawy, że nie jest to to, co świat uznałby za odpowiednie? Powiedzenie 'nie przejmuj się tym, co mówią inni' nabiera nowego znaczenia, gdy tymi "innymi" są bliscy, a nagląca decyzja ciąży w myślach, nie dając spokoju.
Jak Wy wyobrażacie sobie swoją przyszłość? Czy wiecie kim chcielibyście być? A może staracie się żyć chwilą, nie martwiąc się tym co kiedyś będzie?





