piątek, 28 stycznia 2011

66

Z powodu mojej małej rekonwalescencji zostałam w domu. W końcu miałam chwilę by popatrzeć co się dzieje na świecie. Na TVN24 jak zwykle rozdmuchiwanie politycznych afer, jak to dwaj panowie rozbili wózki golfowe na Cyprze, wywiady z parlamentarzystami PO i PiS oskarżającymi się wzajemnie o zajmowanie się listami wyborczymi zamiast sprawą emerytur, order dla strażaków ratujących sarenki i w końcu transmisja z Auschwitz II. To mnie zainteresowało. Wczoraj była 66. rocznica wyzwolenia obozu KL Auschwitz II - Birkenau. Po składaniu w milczącym hołdzie kwiatów pod ścianą śmierci wygłaszane były przemówienia. Słowa bolesne, ale niezmiernie ważne. Pouczające, przypominające aż w końcu pełne nadziei, że świat zmierza ku dobru. Na uroczystości spotkali się m.in. prezydenci Polski i Niemiec a także ok. 80 byłych więźniów obozów koncentracyjnych. Słuchałam przemówień ze skupieniem. Bo oprócz wielkich słów o przyjaźni między narodami, o dążeniu do tolerancji, świadectwa prawdzie i pamięci, które mimo, że tak piękne są jednak tylko słowami, były także opowieści tych, którzy przeżyli. Autentyczne, szczere. Jakby zgrabnie wizualizowali swoje wspomnienia w umysłach słuchaczy. Mówili o drobnostkach, szczegółach. O skórzanych butach z cholewami, podarowanymi przez nieznajomego, o szuraniu drewnianych obozowych butów, o kostce cukru. Ale właśnie z takich małych rzeczy składa się nasze życie, nasza osobowość, autentyczność, a czasem właśnie nasze cierpienie.

"Tu w Auschwitz jak w soczewce skupia się i wiedza i pamięć o wszystkich straszliwych zbrodniach" - powiedział prezydent.

Numerki nie robią na ludziach wrażenia. Tak po prawdzie, co za różnica między 10 000 a 100 000. Tylko jedno zero. Różnicę czujemy dopiero gdy jest namacalna. Gdy widzimy te baraki, sterty szczoteczek do zębów, walizek, ściętych warkoczy. Ja widziałam.

Tadeusz Różewicz
"Warkoczyk"

Kiedy już wszystkie kobiety
z transportu ogolono
czterech robotników miotłami

zrobionymi z lipy zamiatało
i gromadziło włosy

Pod czystymi szybami
leżą sztywne włosy uduszonych
w komorach gazowych
w tych włosach są szpilki
i kościane grzebienie

Nie prześwietla ich światło
nie rozdziela wiatr
nie dotyka ich dłoń
ani deszcz ani usta

W wielkich skrzyniach
kłębią się suche włosy
uduszonych
i szary warkoczyk
mysi ogonek ze wstążeczką
za który pociągają w szkole
niegrzeczni chłopcy.


Tak jak oni mam nadzieję. Mam nadzieję, że świat będzie uczył się na błędach i robił wszystko by utrzymać pokój, ciepłe stosunki i pamięć. Ale nie tylko w wielkich czynach. Bo nasze życie składa się z takich małych rzeczy, drobnych gestów, słów.

Jednym z gości była Zofia Posmysz, polska pisarka i scenarzystka. Choć działała w drugiej połowie XX wieku, po wyjściu z obozu w Auschwitz, ostatnio znów było o niej głośno. A to z uwagi na operę w reżyserii Davida Pountneya, z Eleną Kelessidi w roli Marty i Agnieszką Rehlis wcielającą się w panią SS, której postać nie jest wcale jednoznaczna. Libretto napisano na podstawie jej książki "Pasażerka" wydanej w '62 roku. Widziałam tę sztukę. A raczej - czułam. 


Opera wielojęzyczna, co sprawiało, że stawała się jeszcze bardziej realna. Niezwykła scenografia i muzyka. Całość zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Słyszałam opinie, że to znów ten sam temat, Auschwitz, ludobójstwo, bla bla, odgrzewane kotlety. A ile powstało już utworów o miłości? śmierci? cierpieniu? tęsknocie? Dopóki jakiś temat człowieka pali, a powstaje z tego coś nowego i ciekawego, dopóty warto to wyrażać i dzielić się tym z innymi.

nowe prawo

Ale tu śmierdzi fajkami...
dym się kotłuje w płucach
wpycha w każdą szczelinę!

BEZCZELNY

Tak to jest być palaczem biernym.
Nikt się z naszym zdaniem nie liczy.
Ale odzew wymyśliła sama natura

Z naszych kochanych palaczy
zostanie tylko dymu chmura

i zgnieciony pet 
w popielniczce

                                             Antonina Zuzanna

Czy nowe prawo zabraniające palenia w miejscach publicznych jest dobre, czy złe? Jak dla mnie są same korzyści. Ale to mój niepalący punkt widzenia. W końcu używkowicze narzekają na ograniczanie ich swobód obywatelskich. Ale czy przypadkiem wolność nie kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność innego człowieka? Gdyby palenie bierne nie wywoływało żadnych skutków ubocznych - proszę bardzo. Ale niezwykle egoistyczne jest myślenie, że wyziewanie takich ilości śmierdzących oparów jest sprawą wyłącznie indywidualną. W klubach i kawiarniach powietrze jakby bardziej przejrzyste. Ale kilka kroków od przystanku autobusowego i tak zbiera się grupka amatorów.

Clee & Gulang Island


Dostałam ostatnio propozycję prywatnej wymiany pocztówkowej (czyli tzw swap) od chińskiego nastolatka napalonego na panoramy miast. Obiecałam mu znaleźć takie cudeńko, a tymczasem dziś dostałam od niego kartkę z widokiem budynku, który co prawda wygląda mało chińsko, ale jak się okazało nie bez przyczyny.




Rycina budynku pochodzi z wysepki Gulang w prowinji Xiamen, regionie Fujian. Leży na południowo-wschodnim wybrzeżu Chin, praktycznie na przeciwko Tajwanu. Jej nazwa oznacza "dudniące fale" i wzięła się od charakterystycznego dźwięku obecnego dzięki licznym skalnym wybrzeżom.To jedna z perełek chińskiej turystyki, gdyż na niewielkiej powierzchni 1.09 km2 znajdują się pasma wzgórz, liczne olbrzymie kamulce o dziwacznych kształtach i ok. 5 plaż. Zwana jest także "Wyspą pianin" lub "Kolebką muzyków", jako że na 6000 rodzin (wszystkich mieszkańców jest zaledwie 20 tys.) przypada aż 500 fortepianów, czego rezultatem jest wyhodowanie takich artystów światowej sławy jak zarządca chińskiej orkiestry symfonicznej - Chen Zuohuang, czy sławny pianista Yin Chengzong. (koncert pianistyczny "Yellow River" w jego wykonaniu i akompaniamencie orkiestry możecie zobaczyć tutaj) Znajduje się tam nawet specjalne muzeum pianin. 


Wysepka posiada aż 13 ambasad, które przywiozły ze sobą zachodni styl architektury, który z czasem zmieszał się z lokalnym. Zjeżdżający się tam najbogatsi chińscy i zachodni bisnesmeni w niedługim czasie wybudowali ogromną liczbę luksusowych willi (jedna z nich widnieje na pocztówce), które także stały się symbolem tej okolicy, upiększając jedynie widoki.






<-- Region FUJIAN
Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej - odsyłam na tę stronę.


Na pocztówce były przepiękne znaczki - nie jestem filatelistką, ale za to *pulchramatką, więc uwielbiam takie detale. Pierwszy z nich przedstawia scenę z klasycznej powieści "水浒传" opowiadająca historię 108 herosów z dynastii Song, ok 1000 lat temu.


* PULCHRAMATA - mój własny neologizm oznaczający wielbiciela piękna. Skoro byli miłośnicy nauki i cnoty, to i taki termin powinien powstać.

środa, 26 stycznia 2011

Przebłysk geniuszu

Są takie filmy, które wprawiają w dobry nastrój. Są takie, które chcą nam zrobić papkę z mózgu wkręcając w psychodeliczny świat. Są i takie, które każą się zastanowić. Oczywiście nie dla wszystkich są powodem rozmyśleń, bo wymaga to pewnej zdolności czytania między wierszami. Spojrzenia ponad fabułą i dostrzeżenia jakiejś myśli przewodniej. W szkole, wbrew wrażeniu, które czasem i mnie nawiedza, uczą nas przydatnych rzeczy. Zapominają tylko wspomnieć by umieć wykorzystać nową wiedzę i umiejętności na innym poziomie. Wyższym, wyciągającym wnioski z dystansu. Przykład? Na lekcjach polskiego analizujemy niezliczone ilości tekstów, które większości wydają się nudne, nieaktualne i ciężkie do zrozumienia. Nie chodzi teraz nawet o udowadnianie, że jest inaczej. Chodzi o tę umiejętność. Czytanie między wierszami, dociekanie, wyciskanie drugiego, czwartego dna, a nawet intencji, czyli 'co autor miał na myśli'. To jedna z najważniejszych umiejętności w naszym życiu, która pozwala przesiewać propagandę, manipulację, którymi jesteśmy nieustannie karmieni. Wyrobienie sobie własnego zdania wcale nie jest takie proste. Jak je tworzymy? Przede wszystkim zbierając informacje. Jeśli nie będziemy umieli ich selekcjonować i wnioskować, nigdy nie staniemy się świadomymi i rozsądnymi obywatelami. Czasem odnoszę wrażenie, że takich jest na prawdę niewielu. 

Przez zmianę perspektywy stajemy się w jakiś sposób mądrzejsi, możemy ugryźć tego pączka z innej strony. A kto wie, może właśnie tam, ukryła się marmolada? Wyobrażam sobie czasem, że nagle mam sobie radzić  sama. Tak ZUPEŁNIE SAMA w tym świecie na wyścigi. I zauważam, że tak właściwie, niewiele wiem. Może zaczyna to podchodzić pod filozoficzne "wiem, że nic nie wiem", ale ostatecznie i tak każdy musi dojść do tego sam. Taki jest problem ludzi. Uczą się na własnych błędach. Cenną rzeczą jest obserwowanie innych, ale to nie to samo. Jak się nie poparzysz, nie zapamiętasz, że ogień pali, jak się nie zawiedziesz, nie wiesz jak to jest czuć się opuszczonym, jak się nie zakochasz, nie wiesz jak to jest nie móc przestać o kimś myśleć. Umieramy z tą wiedzą sfrustrowani, nie mogąc przekazać wszystkiego innym, by się nie potykali. Każdy musi dojść do tego sam. Wybitnie wkurzające, prawda?


Obejrzałam przed chwilą film opowiadający historię Roberta Kearns'a - "Przebłysk geniuszu" ("Flash of Genius") z Gregiem Kinearem w roli głównej. Bohater opowieści, a zarazem postać autentyczna był amerykańskim wynalazcą i wykładowcą na uniwersytecie. Opatentował system Wycieraczek Czasowych wzorowany na mruganiu ludzkiego oka, które teraz wydają nam się tak oczywiste. Zaczął współpracę z koncernem Forda, ale sprytnie go oszukali i wykorzystali. Pozwał ich do sądu. Sam przeciw gigantycznemu koncernowi! Walka trwała ok 14 lat. Jak zawziętym i silnym trzeba być, aby tak walczyć o swoje. A prawo zwykle nie jest po stronie malućkich. Firma ma wpływy, ma pieniądze. To wszystko wystarczy by zmieść kogoś z areny i pławić się w glorii chwały. W rezultacie, dla Kearns'a stało się to walką o honor, o sprawiedliwość. No właśnie. Znalazł mnóstwo dokumentów i listów innych wynalazców zwyczajnie wykorzystanych i zapomnianych stając się ich reprezentantem. Dla sprawy poświęcił swoje życie rodzinne, rozwiódł się z żoną. Czy to warto dla jakiś wycieraczek? A jednak w końcu wygrał. Dostał pokaźne odszkodowanie i prawo do patentu. Obserwowałam na filmie ile pracował i wyszukiwał, aby jak najlepiej poznać to szczegółowe, a jednak zawierające mnóstwo kruczków, prawo. Ile przebiegłości i determinacji potrzeba. Nie wystarcza nam czasu, by znać się na wszystkim. A szkoda. Zawsze musimy na kimś polegać, komuś zaufać. A gdy nas zawiedzie? zdradzi? Możemy to tylko dopisać do listy własnych doświadczeń i radzić sobie dalej. Zawsze znajdą się ludzie, którzy chętnie podłożą nogę dobremu, szlachetnemu, przepełnionemu nadzieją. Zawsze znajdzie się jakiś Mefisto. 

piątek, 14 stycznia 2011

Aborcja - statystyki

W grudniowych Charakterach znalazłam wzmiankę o badaniach opinii publicznej w sprawie aborcji.

"Prawie połowa Polaków uważa, ze przerywanie ciąży powinno być dozwolone - wynika z sondażu zrealizowanego przez CBOS.

7% uczestników badania uważa, że aborcja powinna być dozwolona bez żadnych ograniczeń,
38% twierdzi, że owszem, powinna być dozwolona, ale z pewnymi ograniczeniami.
14% ankietowanych jest zdania, że przerywanie ciąży powinno być całkowicie zakazane.
36% przyznaje natomiast, że powinno być zabronione, ale z pewnymi wyjątkami.

Respondenci opowiadają się za dopuszczalności aborcji, jeśli zagrożone jest życie lub zdrowie matki, a także wtedy, gdy  ciąża jest wynikiem gwałtu lub gdy wiadomo, że dziecko urodzi się upośledzone."  

Wychodzi na to, że jednak większość społeczeństwa myśli całkiem logicznie. Ciekawe, czy takie badania wpłyną na szybsze unormowanie prawne tej kwestii.

LOVE PRAY EAT

Czyli "Jedz Módl się Kochaj" od drugiej strony. 
Poznałam nową perspektywę.
Po przeczytaniu tej książki autorstwa Elizabeth Gilbert byłam zachwycona. Wiele razy prowokowała mnie do przemyśleń, zachwycała trafnymi metaforami i przyjemnymi opisami. Ale rozmowa z panią I., choć krótka i w biegu, uderzyła mnie na tyle mocno, że przekroczyła pewną cienką granicę - teraz muszę oddać. Więc rzeknę:

Zadziwiające jak etapy naszego prywatnego życia wpływają na odbiór książek, czyli pośrednio - prywatnych etapów życia innych. Każdy odnajduje to, co chce, albo to, z czym się identyfikuje. Pani I. stwierdziła, że główna bohaterka ją wkurza. Dlaczego? Bo zachowuje się samolubnie. 

Czytając tę pełną osobistych refleksji i emocjonalnego ekshibicjonizmu opowieść byłam na etapie intensywnego myślenia ... o sobie. O tym jak ważny jest rozwój osobisty, samopoznanie, dążenie do celu. W myśl idei "jesteś w stanie obdarzyć miłością innych, tylko jeśli kochasz siebie". A co robi główna bohaterka? Rozwodzi się w bólach z mężczyzną, który poświęcił jej wiele lat życia i miłości, bo nagle stwierdziła, że nie jest spełniona. Ma nowy piękny dom, spokojne, dostatnie życie, przyjaciół, faceta, pracę, którą lubi. Lecz nagle BUM! Wypala się, nie może znaleźć w tym wszystkim satysfakcji, czuje, że nadchodzi czas na duże zmiany, płacze nie mogąc znieść stanu zawieszenia między pragnieniem a strachem przed podjęciem decyzji. I bez słowa oświadcza mężowi, że go zostawia.

Myślałam - ok, w końcu jeśli ona była nieszczęśliwa i niespełniona, nie powinna pozwolić gnić tej relacji tylko stanowczo pójść na przód. W ten sposób uwolni także swojego mężczyznę, którego nie byłaby już w stanie uszczęśliwić. Tak się zdarza. Ktoś się wypala i musi odnaleźć siebie od nowa. 

Ale I. mówi tak: 
"Czy nie była świadoma w co się pakuje, gdy wstępowała w związek małżeński?! To jest poważna decyzja wiążąca prawnie, ale przede wszystkim emocjonalnie, dwie osoby. Nie można tak sobie tego porzucić, bo poczuło się wewnętrzną potrzebę radykalnej przemiany. Małżeństwo jest dla dorosłych ludzi, którzy biorą odpowiedzialność za swoje czyny. Ja to się bardziej utożsamiam z tym biednym facetem, przecież on nie zrobił nic złego."

To naświetliło przyczynę początku jej podróży z innej perspektywy, nad którą wcześniej się nie skupiałam. W końcu - jesteśmy odpowiedzialni za to, co oswoimy. 


wtorek, 11 stycznia 2011

uleciało z parą

Lubię nietuzinkowość. I lubię myśli lekkie a za razem mądre. Tylko że myśli zwerbalizowane jakoś gubią po drodze swoją lekkość. I zostaje ich ciężki sens. Osadza się nieznośnie jak węglan wapnia w mojej ukochanej herbacie (cały czas nie mogę się go pozbyć z czajnika). Swoją drogą, jestem już na półmetku drugiej paczki ze świątecznego zapasu (dobry Mikołaj sprzyja uzależnieńcom).

Przy herbatce ulatują wszystkie anegdotki, ciekawostki, nasycone emocjami wrażenia z ostatniej chwili, zgrabne myśli; z moich ust wprost do uszu przyjaciół. Albo uwięzione na kartach dziennika. Utrwalony stan chwili.

Pstryk!


polecam gorąco składankę Morcheeby na moim kanale:

czwartek, 6 stycznia 2011

aborcja


Czy na pewno jesteśmy świadomi na czym to polega? Niby przyjmujemy do wiadomości, że to brutalna ingerencja w kobiece ciało, ale jednak przyzwalamy na to, skupiając się na tym, że to decyzja kobiety. Oczywiście nie wszędzie jest to legalny zabieg, ale mówimy teraz o przyzwoleniu społecznym. Kościół i jego zaciekli zwolennicy apelują nieustannie o surowe zakazanie tego typu działań. Oni z kolei skupiają się na tym, że już od chwili poczęcia to istota ludzka, ma duszę i jest dzieckiem bożym. W okół tego poglądu toczy się dyskusja świecko - katolicka. Ale odwołajmy się zwyczajnie do ludzkich uczuć - już w najwcześniejszej fazie, gdy można przeprowadzać aborcję, to małe stworzonko ma już paluszki. 

Odsyłam do galerii na dole tej strony (jeśli ktoś jest bardzo wrażliwy, ogląda na własną odpowiedzialność). To głównie plakaty z ostatniej kampanii społecznej na ten temat. Bardzo trafne hasła.

Osobiście jestem w stanie popierać aborcję TYLKO, gdy ciąża zagraża życiu matki. Każdy inny przypadek to zwyczajna obojętność na morderstwo. Zdaję sobie sprawę, że często kobiety nie mają warunków na godne wychowanie dziecka lub są za młode. Ale nawet urodzenie i oddanie do adopcji jest bardziej racjonalnym rozwiązaniem. Kobietom, które  decydują się na ten krok wydaje się, że myślą o własnym dobrze. W porządku, ale chyba nie zdają sobie sprawy, jak to wpłynie na ich psychikę.

Oglądałam kiedyś fragment Rozmów w Toku na ten temat. Jednym z gości była kobieta, która twierdziła, że aborcja to była dobra decyzja, że nie żałuje i właściwie dobrze to zniosła. Jednak po dłuższej rozmowie, drążeniu sprawy, rozpłakała się. Przyznała, że to nieprawda, że nieustannie słyszy te skrobanie, płacze po nocach i jest rozchwiana emocjonalnie, choć minęły już ponad dwa lata. Mocny wpływ na kobiecą psychikę jest niezaprzeczalny. Wniosek jest prosty - ten okrutny zabieg przysparza tylko cierpienia,   zarówno fizycznego jak i psychicznego. 

Do czego się sprowadza cały ten wywód? Chyba do jedynego, co możemy zrobić - przypominania innym i uświadamiania ich o prawdziwym obliczu sprawy. Bo nie zwalczymy tego na skalę światową, nawet jednego kraju. Jak doskonale wiadomo, nawet jeśli coś jest zakazane, ludzie znajdą sposób by do tego dotrzeć.

czwartek, 30 grudnia 2010

homo-dzieci?

Zastanawiam się co jest właściwe w tej sytuacji. 
Czy pary homoseksualne powinny mieć dzieci?
Może dla takich rodziców, na dzień dzisiejszy w Polsce adoptowanie jest prawnie niemożliwe, ale tolerancja w Europie zwiększa swoje pole działania w zawrotnym tempie (patrz choćby zachowanie homoseksualistów na ulicach Berlina). 

Wiadomo, że zawsze Ameryka była (przynajmniej z pozoru) bardziej otwarta, liberalna. Na pewno łatwiej coś wywalczyć. Już dziś słyszy się o celebrytach przyznających się bez ogródek do swojej odmiennej orientacji, a nawet o gejach adoptujących dzieci. 

No właśnie. Czy powinniśmy dalej hołdować tolerancji i równouprawnieniu w tym względzie? Każdy w końcu ma prawo do miłości, rodziny, akceptacji. Ale, jak wiemy, przyczyny homoseksualizmu są różne. Czasem jest on od razu zaprogramowany, czasem nabyty. Czy to przez traumatyczne doświadczenia, czy właśnie wynikające z obserwacji. Dla dziecka które wychowuje się z dwoma matkami taki stan rzeczy od początku jest oczywisty. Dopiero później następuje konfrontacja z otoczeniem. Okazuje się, że nie jest to powszechny model, ale dla takiej osoby i tak jak najbardziej naturalny. Nie ma innych wzorców i zwykle powiela te, które kojarzą się w prostej linii z domem, dzieciństwem, związkiem. Jeśli w takich relacjach ludzie są szczęśliwi to dobre i to, ale powiedzmy sobie szczerze, nie wpływa to pozytywnie na społeczeństwo. Nie chodzi już nawet o aspekt moralny. Popatrzmy czysto demograficznie - choć wydaje się, że jest tylu ludzi, społeczeństwa (szczególnie europejskie) starzeją się. Coraz większe przyzwolenie na 'kreowanie' homoseksualistów nie wróży dobrze naszemu gatunkowi. 

Ale z drugiej strony co z dziećmi z sierocińców? Adopcja to dla nich często jedyna szansa na choćby częściowo normalne życie. Czy w takim razie przejście do rodziny dwóch mamuś lub dwóch tatusiów jest mniejszym złem? A może szansą na rozwój? Szczęście?


Bierzmy jednak pod uwagę także to, że poprzez najróżniejsze badania, coraz więcej wiemy o ludzkiej psychice. Także o tym jak wiele czynników kształtuje naszą osobowość. Nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy! Tak na przykład "postawy ojców mają wpływ na to, jak dzieci postrzegają swoją seksualność i rolę jako kobieta czy mężczyzna" jak piszą Susan Mc Hale, Ann Crouter i Corinna Tucker w pracy "Family context and gender socialization in middle childhood" 

sobota, 18 grudnia 2010

wyznanie w oparach absurdu

Witajcie,


Czy znacie to uczucie 
że nie wiecie o co wam chodzi?
Logicznie rzecz biorąc powinniście być szczęśliwi
ale jakoś wam nie wychodzi


W poszukiwaniu leku na szczęście
poszłam do apteki
                ... ale mnie wyśmiali
powiedzieli: " dziewczyno, tobie chyba są potrzebne inne leki! "


Uznając to za subtelną sugestię 
poszłam do psychologa
   usłyszałam tylko: jedyna droga
   to patrzeć wgłąb siebie


i chyba boję się, co się tam kryje


w tej piwnicy nie sprzątałam dość długo
wrzucając jedynie wszystkie


               absurdalne uczucia
               niedokończone sprawy
               setki planów B, C, ...D


Być może z obawy, że próbując o nie zawalczyć
...dojdę donikąd.


Przyznaję - to lęk przed samym sobą.
Choć moi przyjaciele też by chcieli, 
zdobyć się na to wyznanie nie mogą.


Więc przyszłam tu do Was.
Może Wy mi powiecie
co się na prawdę liczy
i jak się odnaleźć w dzisiejszym świecie ?


Bo chociaż tyle się różni
od czasów kamienia łupanego
nadal trzeba walczyć 
aby dojść do swego


   właściwie...
      dlaczego by nie
         poddać się ?


Przyznaję - mój umysł często gdzieś w absurdzie brodzi
a uczucia wydają się irracjonalne,
ale może to nie szkodzi ?


Czy to wstyd ?  
Czy to nienormalne?


Pogodzić się z tym, że jest się człowiekiem
    pełnym sprzeczności
                niejasności
                ...tajemnic.


Gdzieś w kupie podręczników, terminarzy,
                               dań w 5 minut, płyt,
                               magazynów i reszty
                                                  rzeczy bez wartości
      szukamy własnej tożsamości.


A może wystarczy      ... posprzątać ?


Zostawiam Wam to pytanie.
Idę się zabrać za sprzątanie.



sobota, 11 grudnia 2010

pixar


W końcu kolejna pocztówka od Hitokage! Tym razem to szkice do Toy Story Pixara. W zeszłym roku w Taipei była wystawa poświęcona właśnie tej wytwórni i jej 'dzieciom'. Pokazany był cały proces tworzenia filmu animowanemu, co wbrew pozorom  nie jest takie proste. 

Znaczki nawiązują natomiast do znaku yin - yang.
Jego symbolika leży u podstaw Konfucjanizmu, który zakłada, że wszystko, co istnieje stworzone jest  z tej samej żywotnej substancji - Qi. Ta z kolei składa się z dwóch uzupełniających się sił: yin i yang.


YIN    

pierwotne znaczenie     -  zacienione zbocze góry
znaczenie symboliczne  -  wszystko co ciemne, wilgotne, miękkie, 
                                                 nieruchome, mętne, zimne, kobiece
             żywioły                        -  woda, metal

  YANG
  pierwotne znaczenie     -  słoneczne zbocze góry
  znaczenie symboliczne  -  to, co jasne, suche, rosnące, twarde, 
                                                  lekkie, ciepłe, męskie
             żywioły                        -  ogień, drewno

Przyporządkowanie wszystkiego do natury i porównywanie do niej wynika z przekonania, że świętość objawia się poprzez harmonię. Zarówno w relacjach człowiek-natura jak i człowiek-człowiek. Każdy człowiek jest bowiem mikrokosmosem, którym rządzą takie same zasady i zachodzą te same zależności, co w makrokosmosie, czyli po prostu świecie, w którym żyjemy. Zatem dzięki obserwacji możemy poznawać samych siebie.

piątek, 10 grudnia 2010

IMKA pełna śmiechu

Teatr IMKA powstał w marcu 2010 z inicjatywy Tomasza Karolaka. Podobno stawia na sztuki ambitne. Jeden ze spektakli wyjątkowo mnie zaciekawił. "Dzinniki" to adaptacja sceniczna dzienników Gombrowicza z lat 50. Po obejrzeniu jego Pornografii, ciekawa jestem jakie struny poruszy u mnie tym razem.

Nigdy żaden naród nie potrzebował bardziej śmiechu niż my dzisiaj. I nigdy żaden naród nie rozumiał śmiechu - jego roli wyzwalającej.

Ale śmiech nasz dzisiejszy nie może być śmiechem żywiołowym, czyli automatycznym - musi to być śmiech z premedytacją, humor stosowany na zimno i z powagą, musi to być najpoważniejsze zastosowanie śmiechu do naszej tragedii. Ten śmiech dyktowany strasznymi koniecznościami powinien by objąć nie tylko świat wrogów, ale przede wszystkim nas samych i w tym co mamy najdroższego.


WITOLD GOMBROWICZ dziennik '54

A CZYM POWINIEN BYĆ NASZ ŚMIECH DZISIAJ?

Nasza sytuacja polityczna nie wymaga już śmiechu z zimną krwią. Wywołuje częściej śmiech ironiczny, czy nawet kpiący. Podobno mamy wolność słowa, a jednak każdy walczy by się przedrzeć ze swoim słowem. Podobno mamy wolny wybór, ale nadal nie możemy wyrwać się z systemu. Nie ma się z czego śmiać. Ale ludzie zawsze znajdowali w nim ucieczkę. Wyszydzali rzeczywistość, przyjmowali wszystko z dystansem i dlatego mogli tak wiele przetrwać. Czyli śmiech jest naszą siłą.

Podobne poczucie humoru zawsze zbliża. Są osoby, których żarty wywołują u  nas tylko wymowne spojrzenie zażenowania, a z innymi nie możemy przestać się wygłupiać. Czyli śmiech jest mostem dla dwóch podobnych dusz, zacieśnia przyjaźnie.

W dobie nieustannej gonitwy z czasem śmiech jest naszym terapeutą - pomaga odreagować stres i zapomnieć na chwilę o obowiązkach. Idąc ulicą rozglądam się i widzę praktycznie same ponure twarze. Ta szara masa zimowych płaszczy pogubiła gdzieś swoje uśmiechy. Zapominamy o cieszeniu się drobnymi rzeczami? O śmianiu się z własnych słabości i problemów? Oczywiście. Dlatego trzeba o tym przypominać! Bo nie każdy odnajduje w sobie źródło tej siły. Czyli śmiech jest naszym lekiem.

Już nie wspomnę, że śmiech znakomicie wpływa na nasze zdrowie. Najnowsze badania dowodzą, że nie tylko śmiech, ale samo przypomnienie sobie zabawnej sytuacji obniża poziom hormonów stresu w organizmie. W Indiach mają nawet taki klub - spotykają się codziennie na porannych sesjach na wolnym powietrzu i na dany sygnał wydają z siebie gromki śmiech. Z czego? Czy to ważne, gdy już się nakręcą, śmieją się z siebie na wzajem i nie mogą przestać! 

Nawet szczury potrafią się śmiać (tylko że na ultradźwiękach), więc tym bardziej my nie powinniśmy zapominać o używaniu tej jakże wielofunkcyjnej umiejętności.

CZYM DLA WAS JEST ŚMIECH?  :)



środa, 8 grudnia 2010

Nastaw się na chillout

św.Mikołaj był tak kochany, że wzbogacił moją cudowną kolekcję o kolejną kropelkę. Tym razem trafiła w moje łapki świeżutka składanka chilli zet. Ta muzyka wprawia mnie w błogi radosny nastrój. Jest jak soundtrack do życia, tych twórczych, delikatnych chwil... przyjemnych na różne sposoby.




SIA - I'M IN HERE
http://www.youtube.com/watch?v=8ex7NFDXQoo
FINLEY QUAYE - EVEN AFTER ALL
http://www.youtube.com/watch?v=214cQIpcCIc
GROOVE ARMADA - AT RHE RIVER
http://www.youtube.com/watch?v=m-uztVX6QFQ

Pornografia

Nie będzie nic o brzydkich rzeczach ani obnażonych paniach. Chyba że o obnażonych emocjach. O to, to tak! 


Tytuł: 
Pornografia

Autor:
Witold Gombrowicz

Czas trwania:  
2h 30 min

Adaptacja i reżyseria:
Waldemar Śmigasiewicz

Scenografia:
Maciej Preser

Muzyka:
Krzesimir Dębski      

Ulubiona scena: 
noc - rozmowa z Witoldem - wyznania Wacława 


Główny bohater Witold (Adam Woronowicz), porte-parole samego Gombrowicza, wyjeżdża w czasie II wojny światowej na wieś, gdzie wszyscy choć o wojnie słyszeli, pochłonięci są swoimi małostkami, miłostkami i innymi drobiazgami. Obserwując zachowania mieszkańców domu, w którym przyszło mu mieszkać wraz ze swoim towarzyszem Fryderykiem, zaczyna odkrywać domniemaną namiętność pomiędzy dwojgiem nastolatków - Heni i Karolu. W każdym ruchu, uśmiechu, spojrzeniu doszukuje się erotyzmu, co szybko przeradza się w jego prywatną manię. Szalonym celem staje się przyłapanie ich na intymności. 

Wątek morderstwa to jedynie pretekst do wywodów na tematy moralne, ukazania śmieszności ludzkich reakcji, wybuchów fascynacji, strachu, wściekłości, czy w końcu ... namiętności. Powaga przeplata się z humorem i tak niesamowitą ekspresją, że grzechem byłoby uronienie choćby chwili.

Nawet w obliczu spraw wielkich, poważnych, ludzie nadal przejmują się sobą, uczuciami. Zabawne. Jesteśmy z natury tak niebywale egocentryczni!

Podczas spektaklu padło wiele słów, które wywołały we mnie lawinę myśli. Jednak przez ten ogrom, nie byłam w stanie zapamiętać wszystkiego. W pamięci utkwił mi jeden cytat, który stał się niejako moim mottem: Dość młodości potulnej i zwyczajnie wdzięcznej! Pragnę tworzyć, przeżywać, podróżować, napawać się, zdobywać! Grzeczność nie pomaga w wybiciu się, wypłynięciu na powierzchnię. Nie każdy jest stworzony do działania według instrukcji. Nie zostanę gdzieś w głębinach tego społecznego oceanu tylko dlatego, że ktoś powie mi "daj spokój, na powierzchni jest niebezpiecznie, w każdej chwili może cię zmyć fala". Bo ja chcę czuć wiatr we włosach i promienie słońca na twarzy.

Wyszliśmy z sali. Ja, Kot, Cynik. Szelmowskie, zamyślone uśmiechy czaiły się w kącikach ust. W milczeniu słychać było krzyczące myśli.


środa, 24 listopada 2010

serce za głupie jest

ANIA DĄBROWSKA


"serce za głupie jest, nie słucham więcej jego rad. oszukało mnie"

A jakże serce mogło przewidzieć konsekwencje? Nie jest niczemu winne. Ono jedynie znajduje dla nas okazje do uniesień, westchnień,rozkoszy i dobroci. Pokazuje kierunek, choć nie widzi poza horyzont. Czy to powód by ignorować jego pomysły? 


Odwieczny konflikt jak widać nadal aktualny. Rozum - serce. Rozwaga - naiwność. Czy żeby móc bezproblemowo podejmować decyzje, zamiast być nieustannie rozszarpywanym przez dylematy, musimy odpowiedzieć sobie na pytanie "kto rządzi w tym związku"? Dlaczego nie pozwolić sobie na dialog? Choć takie rozmowy nie są proste, polemika może być ciekawa sama w sobie, jak ukazał to Janusz Wiśniewski w "Samotności w sieci". 


Czy przez strach powinniśmy ograniczać wszelkie swoje działania? Tłumić uczucia? Bo może nie zostaną zaakceptowane, poparte. Przez takie rozumowanie wiele stracimy. Jednak jeśli dzięki przypływowi odwagi wszystko pójdzie zgodnie z planem - uradowane Serducho jedynie z triumfem przestawi Rozum w stan "off". Nie wyciągnie wniosków. 


Powstrzymując się od działania -> możemy tylko gdybać. Ewentualnie żałować. 
Działając, eksperymentując, smakując -> ryzykujemy. Ale to ryzyko jest wpisane w nasze życie. 


Kiedyś niebezpieczne było wyjście z domu, bo mógł cię staranować mamut. A teraz? Jedyną konsekwencją może być zawód. A gdyby tak zagrać o wyższą stawkę? Sięgać bez skrupułów. W takim zestawieniu dość łatwo zauważyć jak cywilizacja nas uwrażliwiła. 


Zaczynamy u źródła, jak każdy. Możemy spokojnie, bez wysiłku, podryfować do jakiegoś jeziora morenowego. Płytkiego. Ale dajmy się porwać nurtowi a wyniesie nas na ocean.


"[Rozumek:] Boisz się, że kiedyś będziesz biło nad urodzinowym tortem tragicznie pełnym świeczek i pomyślisz, że twój czas minął, a ty nic nie przeżyłeś? Żadnej prawdziwej arytmii, żadnej romantycznej długotrwałej tachykardii albo chociaż migotania przedsionków? Tego się lękasz serce?"
"Samotność  w sieci"